Brudne Negry
Gdzie jest klucz? Wisi na kółku pod zegarem. Zgodził się bez dalszego oporu, a przecież dziewczyna, zdejmując klucz, usłyszała jak mruknął: Brudne Negry i obiad z konserw... Tym razem rozgniewała się naprawdę. Odwróciła się ku niemu zarumieniona. Moi ludzie nie są „brudnymi Negrami". Im prędzej pan to zrozumie, tym lepiej dla naszej znajomości. Co zaś do konserw - zapłacę za wszystko co zje¬dzą. Proszę się o to nie martwić. Zmartwienia nie są dla chorego wskazane. I nie zostanę tu ani chwili dłużej, niż będzie potrzeba. To znaczy dopóki nie po¬stawię pana na nogi. Nie chcę wyjeżdżać z myślą, że opuściłam białego czło¬wieka w biedzie. Pani jest Amerykanką, prawda? - zapytał zupełnie spokojnie. Tak jest - skonstatowała z wyzwaniem w oczach. - Dlaczego? O, nic ważnego. Pomyślałem sobie po prostu. Nic poza tym? Potrząsnął głową.