Koniec gorączki
Przecież pani wie dobrze, że jestem. Ach tak - rzekła obojętnie - więc jest pan Anglikiem? Sheldon zmarszczył brwi, ściągnął wargi, potem nagle wybuchnął śmiechem. Dziewczyna za nim. Moja wina - wyznał. - Nie powinienem był pani drażnić. Na przyszłość będę ostrożniejszy. Tymczasem proszę śmiać się dalej, a ja ugotuję śniadanie. Zjadłby pan coś smacznego? Zaprzeczył ruchem głowy. Dobrze panu zrobi posiłek. Gorączka już się wypaliła, teraz pozostało tyl¬ko osłabienie. Proszę poczekać chwilę. Wybiegła z pokoju w kierunku kuchni, po drodze o mało nie zgubiwszy pan¬tofli kilkakrotnie za dużych na jej nóżki. Na Jowisza! Moje własne pantofle! - pomyślał Sheldon. - Panienka nie ma nic do włożenia prócz tego, w czym wylądowała. A pamiętam, że wylądo¬wała w morskich butach. Sheldon prędko powracał do zdrowia.