Nazywam się Sheldon
Czemu pani pyta? Ot, tak sobie. Przypuszczałam, że pan ma zamiar powiedzieć coś uprzej¬mego? Nazywam się Sheldon. Dawid Sheldon - powiedział wyciągając ku niej chudą rękę. Dłoń jak gdyby chciała cofnąć się, lecz natychmiast spoczęła w ręku mężczyzny. Jestem Joanna Lackland. Mam nadzieję, że będziemy w przyjaźni. Czyż mogłoby być inaczej? - zaczął słabo. Wobec tego mogę dawać moim ludziom konserwy? - zagadnęła bystro. Dopóki krowy nie wrócą z pastwiska - odrzekł, próbując naśladować jej wesołość. - Dopóki nie wrócą do Berandy. My tu, widzi pani, nie trzymamy krów na plantacji. Zmierzyła go zimnym spojrzeniem. Czy to ma być dowcip? - spytała. Sam nie wiem, doprawdy, niby miał być, ale widzi pani, jestem jeszcze chory... A czy nie jest pan przypadkiem Anglikiem? - rzuciła niespodzianie. O, tego już za wiele, nawet dla chorego! - zawołał.