Poirytowana kobieta
Uważnie oglądała dom, co chwila wpijając w Sheldona przenikliwe spojrzenie. Wreszcie iść poczęła ku werandzie, rzuciwszy słów kilka wioślarzom. Dwaj poszli w ślad za kobietą. Sheldon próbował wstać, uniósł się nieco na leżaku, lecz w tejże chwili opadł bezwładnie. Zauważył ze zdziwieniem niezwykły wzrost wioślarzy, kroczących za kobietą niby dwa olbrzymy. Sięgali dobrych sześciu stóp. Sheldon nie spo¬tykał dotychczas podobnych mieszkańców Wysp Salomona. Nie byli też czarni, lecz lekko brunatni, o rysach wyraźnych, dość regularnych, a nawet niebrzyd¬kich. Kobieta, a raczej dziewczyna - zdecydował Sheldon - szła z wolna wzdłuż werandy. Dwaj mężczyźni zatrzymali się na ostatnim stopniu schodów i spo¬glądali ciekawie. Dziewczyna podchodziła gniewna; Sheldon spostrzegł to natychmiast. Szare jej oczy błyszczały, wargi ściągało lekkie drżenie.