Powieść pełna przygód
Gorączka wypaliła się istotnie i po¬trzebował już tylko nabrać sił. Joanna zajęła się kuchnią i po raz pierwszy stół Berandy upodobnił się do stołu białego człowieka. Dziewczyna własnoręcznie przyrządzała potrawy dla chorego, wobec czego i wobec umiejętnej pielęgnacji Sheldon mógł już po upływie dwóch dni powoli i z wysiłkiem wyjść na weran¬dę. Sytuacja wydawała mu się dość dziwaczną, lecz najbardziej zdumiewają¬cym był fakt, że panienka zdawała się nie spostrzegać tej dziwaczności. Zamiesz¬kała, rozgościła się i objęła rządy domem w sposób tak- prosty, jak gdyby Sheldon był jej ojcem lub bratem, albo raczej jak gdyby ona sama była jego kolegą, mężczyzną. Jest cudownie, przemiło - upewniała panienka - zupełnie jak w powie¬ści pełnej przygód. Niespodzianie nadchodzę z morza i zastaję człowieka cho¬rego pośród dwustu dzikich niewolników... Robotników - poprawił Sheldon...