Warunki w barakach
Poza tym nie wiem nic więcej. Nie rozumiem barbarzyńskiej mowy pańskich ludzi. O której dzwoni się na przerwę obiadową? O jedenastej. Potem znów do roboty o pierwszej. Doskonale. Dziękuję. Aha, gdzie wisi klucz od spiżarni? Chciałabym na¬karmić moich ludzi. Pani ludzi? - jęknął. - Konserwami? Nie, nie. Proszę ich posłać do bara¬ków. Niech jedzą z robotnikami. Oczy dziewczyny zabłysły, jak dnia poprzedniego Sheldon ujrzał znowu ostry, rozkazujący wyraz. Co to, to nie. Moi ludzie są ludźmi. Byłam w pańskich nędznych bara¬kach i widziałam, jak tam jedzą. Fe! Kartofle! Tylko kartofle! Ani szczypty soli! Nic prócz kartofli! Jeżeli się nie mylę, to w ogóle nic innego tu nie dosta¬ją. Dwa razy dziennie kartofle i tak co dzień w kółko. Skinął głową. Moi ludzie nie wytrzymaliby tego nawet jeden dzień, a cóż dopiero cały tydzień.