Zawroty głowy

Siedział tak długą chwilę z zamkniętymi oczami wpijając palce w ścianę próbował przezwyciężyć zawrót głowy. Nagle usłyszał głos kobiety. Proszę natychmiast kłaść się - brzmiało to dość kategorycznie, głos bo¬wiem był ostry i do, rozkazywania przyzwyczajony. Równocześnie jedna ręka popchnęła chorego z lekka ku poduszkom, druga podparła pod plecy i złożyła miękko na pościeli. Był pan nieprzytomny przez dwadzieścia cztery godziny - mówiła dziew¬czyna. - Objęłam zarząd plantacji. Będzie pan mógł wstać, kiedy pozwolę, nie wcześniej. Jakiego lekarstwa pan używa? Chininy? Oto dziesięć gram. Dobrze. Będzie z pana posłuszny pacjent. Ależ pani... - zaczął. Nie wolno panu mówić - przerwała - a raczej nie wolno protestować. Na każdy inny temat - bardzo proszę. Ale plantacja... Nic po nieboszczyku na plantacji. Czyż nie chciałby pan dowiedzieć się czegoś o mnie?